Otworzyłam lekko oczy
jednocześnie łapiąc się za głowę. Rozglądałam się po
pomieszczeniu w którym się znajdywałam. Wielki ciemno niebieski
pokój z pięknymi szkicami na ścianach oprawione w drewniane ramy.
Przejechałam ręką po głowie i zamarłam. Dotąd moje długie
falowane brąz włosy były krótkie i jakieś takie twarde. W tym
momencie dostrzegłam że jestem całkiem naga. Zerwałam się na
równe nogi i spojrzałam na „swoje” męskie ciało ciało.
J; Co to kurwa ma być?
Jakieś science fiction czy co? - mówiłam do siebie. - Nie no ja
mam jakieś zwidy, albo przechodzę mutację, albo w ogóle
ześwirowałam. Poszłam do łazienki by przeglądnąć się w
lustrze i sprawdzić czy jeszcze coś się u mnie zmieniło. Stanęłam
przed lustrem i po raz kolejny zamarłam.
- Co ? On? Nie no to już
jest jakaś paranoja. - warknęłam – Nie mogłam już się w
cielić w Scotta
Mechlowicza ? Nie bo ja
musiałam wybrać akurat Zayna Malika. O Mój Boże co ja gadam....
Siedziałam skulona w kącie
i biłam głową o ścianę. W głowie krążyły mi takie pytania
jak...: Jak to Możliwe? Co się w ogóle ze mną stało? Czy to
możliwe że ja zamieniłam się ciałem z nim.
J: Boże a ten gostek w
klubie mówił że te prochy nie siadają na umyśle. No widocznie mi
siadły. Albo w całości zjadły mi umysł.
Do głowy wpadł mi pewien
pomysł. Wstałam i podeszłam do ogromnej szafy. Otworzyłam ja a
moim oczom ukazały się zarąbiste ciuchy. Zabrałam czerwoną
bejsbolówkę kremowe spodnie i biały t- shirt. Poszłam do łazienki
szybko się przebrałam i wróciłam do jego sypialni. Zabrałam z
łóżka telefon, klucze i portfel.
Wyszłam z pokoju z nadzieją
ze na nikogo nie natrafię. Zeszłam na dól. Jak na złość
siedział tam Louis.
Lu: Gdzie idziesz?
J: Na spacer
Lu: Serio się pytam
J; Na siłownie.
Lu; Czemu od razu się nie
przyznasz że idziesz do Perrie
J; No tak ..
Lu: Pozdrów ją.
J; Serio?
Lu: Nie.
Wyszłam z domu, wsiadłam
do jednego z samochodów zaparkowanych na podjeździe i pojechałam w
stronę centrum.
W padłam na pomysł że
skoro ja chamsko wepchałam się Zaynowi do ciała to pewnie on
wszedł do mojego. Tak wiem głupio to brzmi.
Weszłam do swojego
mieszkania. Udałam się do swojej sypialni. Zayn leżał na podłodze
obok mojej szafy. Podeszłam do niego i poklepałam po policzkach.
Otworzył leniwie oczy i uśmiechnę się niepewnie.
Z; Umarłem?- zapytał
J: No można tak
powiedzieć..
Z; Widzę anioła...
J; Pfff skromny jesteś.
Z; Dlaczego ja mam taki
dziwny głos? I co się stało z moimi włosami? Boże ja jestem
Kobietą! Co ty mi zrobiłeś...?- zapytał przerażony zrywając się
na równe nogi.
J : Nic ci nie zrobiłam.
Zayn słuchaj! Wiem jak to może zabrzmieć ale... jakimś sposobem
zamieniliśmy się ciałami. Sama tego nie rozumiem.
Z; Czekaj czekaj bo nie wiem
czy dobrze zrozumiałem! Czyli teraz ja jestem tobą a ty mną...
Tak?
J; Taaak..
Z; Ty chyba zwariowałaś.
Nie to ja zwariowałem. Wiedziałem że bąki Nialla kiedyś mi
zaszkodzą.
J; Zayn to nie jest
śmieszne. Co teraz robimy?
Z; Nie wiem. Muszę się
oswoić z tym faktem....
O matko... i co sadzicie? Tak wiem zaskoczyłam was przebiegiem zdarzeń.... Mam nadzieję ze się podoba... oj mam ambitny plan co do tego opowiadania....
Komentujcie :*